czwartek, 10 kwietnia 2014

Przedmioty pożądania od IB Laursen i wiosna z Green Canoe

Ten kto szybszy pewnie wyłowił już je w sieci, a kto jeszcze nie miał przyjemności, to zachęcam. Najświeższy katalog IB Laursen oraz pachnące wiosną wydanie Green Canoe już są. Zwłaszcza Green Canoe, to skarbnica inspiracji przed zbliżającymi się świętami Wielkanocnymi, tak więc Kochani - lektura obowiązkowa!
Przeglądałam, czytałam, i oczu nacieszyć nie mogłam, dlatego odczuwam obywatelski obowiązek, by podzielić się z Wami ich treścią. :)

Ja swoje typy już mam, teraz muszę jeszcze wybrać bank, pod który zrobię podkopik. :P




Ehh, budżet mam ograniczony i całą masę innych priorytetów, ale nie mogłam się powstrzymać, i do swojej listy Must Have na ten rok, dorzuciłam kilka rzeczy od IBa.
...i nawet jeśli nie będę mogła sobie pozwolić na tę właśnie markę, to będę szukać substytutów, żeby listę odhaczać punkt po punkcie. :)


 A jeśli ktoś jeszcze nie widział - klikajcie. (linki poniżej)

klik                                                              klik


Przyjemnego przeglądania Wam życzę!
...i chętnie poznam Wasze przedmioty pożądania, jeśli takie mieć będziecie po tej lekturze. :) 

Basia


środa, 9 kwietnia 2014

Dekoracja (jeszcze) wiosenna i owsiane ciasteczka z żurawiną


No i masz! Moja wiśnia opada, więc za chwilę będę musiała pożegnać domowo-wiosenną dekorację. A na zewnątrz spadł śnieg... 

Heh, bez obaw, to tylko wszechobecne śliwy, które na potęgę gubią swoje bielusieńkie płatki. Przez ten biały dywanik na chodnikach, wygląda jakbyśmy mieli nawrót zimy. 
Ale tfu, tfu! Żadnej zimy już nie chcemy!! 

Ja się tylko zastanawiam, czy jak tak dalej pójdzie, to będziemy mieli co włożyć do wazonu na święta. To dopiero za dwa tygodnie, a pierwsze oznaki wiosny przechodzą już w kolejny etap. :) 


Ale jak to mówią 'źle się myśli z pustym brzuszkiem', więc teraz coś dla podniebienia... :)


OWSIANE CIASTECZKA Z ŻURAWINĄ


Ciasteczka, które Wam dzisiaj zaproponuję nie są dietetyczne, za to smaczne, mocno maślane i podobno zdrowe (ale to pewnie zależy od tego, w jakich ilościach się je pochłania) A co najważniejsze, są bardzo łatwe i szybkie do przygotowania, i ZAWSZE wychodzą.

Na około 24 ciasteczka potrzebne nam będzie:

200g masła w temperaturze pokojowej
1/3 szklanki cukru (może być brązowy)
1 cukier waniliowy
1 jajko (w temperaturze pokojowej)
1 szklanka mąki pszennej
szczypta soli
1/2 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki cynamonu
2 i 1/2 szklanki płatków owsianych
3/4 szklanki żurawiny grubo krojonej

Ucieramy mikserem masło z cukrem zwykłym i cukrem waniliowym.Potem dodajemy jajo i mieszamy. Następnie dodajemy mąkę, sodę, sól i cynamon i mieszamy łyżką. Na koniec dodajemy płatki owsiane i żurawinę, i męczymy aż wszystko się połączy. Formujemy ciasteczka i do pieca. Ich wielkość zależy od nas, ale ważne jest, żeby nie formować zbyt płaskich i zachować odstępy przy układaniu. Pieczemy ok. 17min. Na termoobiegu 170C, góra-dól 180C. 
Prawda że szybko? :)


W oryginalnym przepisie, zamiast żurawiny jest pół szklanki posiekanych bakalii, więc z powodzeniem można wykorzystać np. orzechy. A cynamon dodałam kiedyś do nich w okresie grudniowych świąt i tak już zostało. Zapach podczas pieczenia - bezcenny! 
Ale żeby nie było zbyt sielankowo uciekam myć okna, by sielankowo mogło być w święta. :)

Pozdrawiam Was ciepło,

Basia 




poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Z lekkością baleriny, czyli Ikea spersonalizowana



Jak ostatnio dorwałam się do pędzla i puszki białej, matowej farby, tak nie można mnie oderwać. Przemalowuję wszystko, co gromadziłam przez całą zimę z zamysłem przeróbki. Tylko jak wiadomo, przy dzieciach malowanko w domu odpada, więc jak tylko aura zaczęła sprzyjać pracom na powietrzu, otworzyłam swój balkonowy warsztat. :)
Poznajecie te lusterka?



Ikeowski klasyk za kilka złotych. Z racji tego, że w moim poprzednim mieszkaniu rządziło wenge, mam takich kilka w swoich zasobach. A że teraz idę w stronę światła, znaczy się ma być jasno, biało i przytulnie - wszystko co ciemne jest BE. :) Tak więc sukcesywnie wypieram wenge ze swoich wnętrz. Tym oto sposobem lusterka trafiły pod pędzel.
Przemalowałam, przykleiłam baleriny wycięte ze sklejki, (które kupiłam jeszcze przed świętami z wizją ozdób choinkowych) i powiesiłam w mniejszym przedpokoju. Tak Kochani - mam dwa, można się gonić. :)




Pierwotnie zamysł był taki, że baleriny miały być czarne, a samo lusterko miał zastąpić papier w pięciolinie zapisane nutami. Jednak w trakcie prac przekonał mnie ich surowy wygląd i polubiłam te przypalone od wycinania brzegi. I wcale nie żałuję, że nie zakleiłam lusterek. Obrazki odbijając światło dostały głębi, a moje baleriny trójwymiarowości. :)



Ofociłam z każdej strony :)


...a na zdjęciu powyżej, możecie podejrzeć mój ponad 5-cio metrowy przedpokój, 
ale tak długiemu pomieszczeniu wypada poświęcić zupełnie nowy rozdział. :) 



Zapytacie, po co robiłam sobie tyle pracy z tym malowaniem. Nie mogłam kupić białych? ...przecież kosztują grosze. Ano mogłam, ale co z moimi? ...przecież nie wyrzucę. 
A farba była, chęci też, żal było nie wykorzystać. :D

Buziole,
Basia

piątek, 4 kwietnia 2014

Moja łazienka. Mały metraż - duża funkcjonalność

Łazienka w bloku. Pomieszczenie, którego zazwyczaj niewielki metraż musi spełniać wiele funkcji. Domowe spa, salon piękności, pralnio-suszarnia, strefa zadumy... coś pominęłam? Zapewne tak. To tam zazwyczaj kierujemy swoje pierwsze kroki po przebudzeniu, tam kończymy dzień, a jakby się tak zastanowić, to dosyć często bywamy tam w ciągu dnia. 
Dlatego tak ważne jest, by było funkcjonalnie i 'po naszemu'. :)



Zażywamy kąpieli w bąbelkach, pierzemy rodzinne brudy, i jeśli nie należymy do szczęśliwców, którzy mają osobne WC, załatwiamy tam też inne sprawy. Ja do tych szczęśliwców należałam, i co? Połączyłam oba te pomieszczenia. Niektórzy twierdzą, że tym samym strzeliłam sobie w kolano, ja uważam, że to był strzał w dziesiątkę. WC, które zastałam w moim obecnym mieszkaniu, było tak klaustrofobicznym pomieszczeniem, że przebywanie w środku, można by przyrównać do siedzenia w szafie, nie mówiąc już o braku jakiejkolwiek możliwości zainstalowania w nim umywalki. Tak więc zarządziłam fuzję. :) 

 wybaczcie zachwiane proporcje, ale to tylko pogladowy szkic w paincie :) 


Dzięki temu połączeniu, powstała całkiem przyzwoitych rozmiarów łazieneczka. Mimo, że na co dzień jest baaaardzo rodzinna, kolorowa od wanienek, nocników i uśmiechniętych aplikacji na dziecięcych ręcznikach, to starałam się, żeby była kobieca i wystarczająco dobra do relaksu po codziennych 'maratonach'. :)


Nie jestem biegła w fotografowaniu przy sztucznym oświetleniu, więc zdjęcia nie oddają dokładnie kolorów mojej łazienki, dlatego spróbuję Wam przybliżyć je słownie. 
Płytki to Tubądzin - kolekcja Kaledonia. 
Zwróciły moją uwagę głównie dzięki dekorom 3D, bardzo je lubię. A kwiaty? Pan w sklepie powiedział, żebym lepiej sobie je darowała, bo za chwilę mi się 'objedzą', a ja uważam, że bez nich było by co najmniej mdło, więc jest jeden pionowy pas, w kabinie prysznicowej. 



A kolory? Śmietankowy i hmmm... rybny. :) tak, dobrze przeczytaliście - rybny. To określenie chyba najlepiej oddaje ich bliżej nie określoną barwę. Śmietana i ryba, co Wy na to? Kulinarnie może niekoniecznie, ale w tym pomieszczeniu, jak dla mnie, całkiem nieźle się komponuje. Oprócz tego trochę ciepła wikliny, szczypta czerni, kruchość szklanych dekoracji i małe, bardzo stare akcenty. Co myślicie? 



Piątek, piąteczek, piątunio! :)
Miłego weekendu Wam życzę
Basia


sobota, 29 marca 2014

Namiot - frajda dzieci, spokój rodziców

Za oknem szaro-buro, Ty masz stos prania i prasowania, 
a po domu biegają małe, nudzące się istotki? 
Zbuduj im namiot ! 
Dlaczego? ...bo dzieci je uwielbiają. 
Godzinami potrafią siedzieć w środku przebierając lale 
czy układając z klocków strategię ucieczki przed wrogim plemieniem.

Znajdź ze dwa koce oraz coś na czym można oprzeć konstrukcję 
i pamiętaj o kilku prostych zasadach, a sukces gwarantowany!

Jako baza naszego namiotu idealnie sprawdza się suszarka na pranie, 
jest stabilna, a jak trzeba, można dwukrotnie zwiększyć jego metraż. :)



W środku musi być miękko i przytulnie, dlatego nie żałujemy sobie poduch. 
Powszechnie wiadomo, że ocieplają wnętrze i dają poczucie przytulności, 
a przecież o to, najbardziej chodzi w tej misternej konstrukcji.




Ponieważ mój synek ma dopiero pięć miesięcy i jeszcze większość czasu spędza leżąc, 
starsza siostra zawiesiła na podsufitce całą kolekcję zabawek. 




Potem było już tylko czytanie książek, kulanie się w poduchach i inne zabawy. 
(a ja... na chwilkę zapomniałam że mam dzieci :)




Aaaa, i najważniejsze - namiot musi się 'zamykać'!
Wszelkie kotarki osłaniające wejście mile widziane.
Dzieciaki uwielbiają się chować, a jeśli jest to fajny, przytulny kącik, 
wypełniony zabawkami, to już szczyt marzeń. 

Pamiętacie swoje namioty z dzieciństwa? 
Jest ktoś, kto tego nie robił? ...nie wierzę :)
...


Jeśli macie ochotę zgłębić temat, to zapraszam do Cleo, która wrzuciła ostatnio garść ciekawych inspiracji z namiotem w roli głównej. 
Z resztą to jej post zmotywował mnie, by ofocić dziuplę moich dzieci. :)


Buziaki,
Basia

środa, 26 marca 2014

Transfer, lawenda i nitka w kolorze cappuccino


Pisałam Wam ostatnio, że nosi mnie twórczo. A zaczęło się jak zwykle niewinnie - postanowiłam spróbować transferu. Już dawno mnie korciło, ale ze względu na 'zapachy' około produkcyjne musiałam poczekać, aż pogoda pozwoli na korzystanie z balkonu, nie odmrażając sobie przy tym paluszków.
Pierwsze próby nie były zbyt udane - blade i rozmyte, ale że przygotowałam sobie sporo obrazeczków, kolejnego dnia walczyłam do bólu, i są. Wyszły całkiem ładnie, więc żal było by ich nie wykorzystać w trochę wyższym celu, niż tylko zamknięcie w pudełku, na dowód swoich transferowych możliwości.
Dlatego z tego co miałam w domu uszyłam saszetki zapachowe, małe, proste, intensywnie pachnące suszoną lawendą, którą zamknęłam w środku. A oto efekt moich poczynań :)



Pomysł z saszetkami przyszedł mi do głowy z potrzeby chwili. Niebawem wybieram się do mojej psiapsiółki na nowe mieszkanko i pomyślałam, że dorzucę jej coś hand made. Mały gadżet do domu, aromatyczny, zrobiony z myślą o niej i o jej zupełnie nowych szafach. :)
Dlatego dwie pierwsze podpisałam imionami, bo są dedykowane do dzieciowych pokoi, a dwie pozostałe dla rodziców w troszkę bardziej romantycznej odsłonie. :)


Powiem Wam w tajemnicy, że tak mi się spodobała zabawa z transferem i efekt końcowy mojej pracy, że nie zamierzam na tym poprzestać. Już powstają kolejne pachnidełka, a w głowie rodzą się nowe pomysły. Pewnie na maszynie było by szybciej, ale nie posiadam. Na razie odurzona intensywnym zapachem lawendy, jadę z tym koksem ręcznie i mam z tego dużo frajdy. :)

Pozdrawiam Was ciepło w ten słoneczny poranek :)
Miłego dnia!

Basia

wtorek, 25 marca 2014

Przypływ twórczej energii i wyróżnienia



Przebudziłam się dzisiaj o świcie, wygrzebałam z liści i wyszłam na balkon. Nabrałam w płuca głęboki oddech (bo mówią, że jak porządnie się sztachniecie powietrzem na śląsku, to tak jakbyście pojedli :), i rozpoczęłam kolejny dzionek. Dziesiątki białych kwiatuszków 'zasypały' gałązki mojej śliwy, a waga wreszcie wskazuje kilka pociążowych kilogramów mniej. I pomimo, że Pani wiosna udała się jeszcze na krótką drzemkę, a szalejące od świtu dzieci nie pozwalały na dłuższy sen, od kilku dni odczuwam niewyjaśniony przypływ energii i weny twórczej. Najwyraźniej o tej porze roku nie tylko przyroda budzi się do życia.
Od wczoraj, odurzona rozpuszczalnikiem i suszoną lawendą, uskuteczniam zabawy z igłą i nitką. Brzmi dziwnie? Niech więc to będzie zapowiedź kolejnego wpisu, i tego, co teraz robię. :)

Przy okazji pochwalę się Wam, że mój bardzo młodziutki stażem blog został zauważony i wyróżniony przez Anię z Anzulka Home. Aniu, bardzo Ci dziękuję za to wyróżnienie.


„Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”

Szczerze mówiąc, przez chwilkę zastanawiałam się, co mam z tym fantem zrobić, bo to jedna z tych zabaw, które wywołują u mnie mieszane uczucia. Z jednej strony 'gest' promujący młode blogi i próba wzajemnego poznania się lepiej, z drugiej strony zabawa typu łańcuszek, które to wywołują u mnie wysypkę. Jednak z oporem i małymi zmianami, przyjęłam wyzwanie.

Na początek wyróżnię kilka świeżych i godnych uwagi blogów, a przy okazji ludzi, którzy za nimi stoją. Nie jedenaście a sześć, bo akurat tyle na chwilę obecną mam w pamięci, i z krótkim opisem, byście wiedzieli co w nich lubię najbardziej. (kolejność przypadkowa :)


miejsce gdzie stare tapicerowane meble dostają skrojoną na miarę, nową skórę, a dzięki Małgosi, trochę świeższą duszę. Istna klinika dr Szczyta dla mebli. :) ale tam nie tylko o meblach rzecz jasna... Lekkie pióro i nieposkromione skróty myślowe, które nigdy nie wiadomo gdzie doprowadzą autora. :) Pozdrawiam Cię ciepło Małgoś


dwa magiczne miejsca i dwie utalentowane babeczki, których twórczość szyciowa, dedykowana przede wszystkim dzieciom, sprawia, że dorosły człowiek ma ochotę przenieść się z powrotem w beztroskie lata dzieciństwa. Śliczne materiały, dbałość o detale - na prawdę dobra robota Dziewczyny! :)


dla mnie jest to przede wszystkim miejsce pachnące drewnem. (mimo, że nie brakuje w nim również tkanin :) Naturalne, minimalistyczne, a zarazem piękne dekoracje, tworzone przez autorkę bloga, można nie tylko podziwiać na klimatycznych zdjęciach, ale również nabywać w jej sklepiku. Uwielbiam przedmioty tworzone z pasją, bo są prawdziwe i niepowtarzalne, a twórcom takich rzeczy wróżę sukces i dużą satysfakcję z tego co robią.


autorka pisze o swoim blogu: 'Ekstremalnie naturalnie o bardzo naturalnych sytuacjach, choć czasami w wersji extreme'. Dla mnie to zbiór przemyśleń na tematy, które w zasadzie dotyczą wszystkich, ale są tak wpisane w naszą codzienność, że rzadko je zauważamy, jeszcze rzadziej się nad nimi zastanawiamy, i prawie wcale się o nich nie rozmawia. Jakże bliski jest mi sposób postrzegania pewnych spraw przez autorkę, jednak sama nie ubrałabym tego w słowa tak trafnie jak ona.


faktycznie baśniowe miejsce - magiczne, romantyczne, nietuzinkowe. Wcześniej śledziłam dom Kasi na Deccorii, a teraz zupełnie przypadkiem trafiłam na pachnącego jeszcze nowością bloga, i zostaję, bo Ona nie da nam umrzeć z nudów. :) Ciekawe wnętrza, w których niewątpliwie widać kobiecą rękę i... wylęgarnia królików. Kolejne godne uwagi rękodzieło dedykowane dzieciom, a pożądane przez wszystkich. :)


A teraz szybciutkie odpowiedzi na Twoje pytania Aniu.

1.Dlaczego zdecydowałaś/-eś się pisać bloga? 
bo chcę udowodnić sobie i innym, że można! 
...że można, być żoną, matką i kobietą pracującą, a przy tym wszystkim nie rezygnować z kreatywnych przyjemności i do tego jeszcze znaleźć czas, by ładnie je 'oprawić' i pokazać światu :) 

2. Mam słabość do... 
słodkości ... i szpilek (tych, które z krawiectwem niewiele mają wspólnego :)


3. Kawa czy herbata? 
kawa, koniecznie świeżo mielona z mlekiem


4. Morze czy góry? 
morze, lubię moczyć tyłek i zabawy w piasku :P


5. Co uważasz za swoją największą wadę? 
bałaganiarstwo, (ale mocno nad tym pracuję :)


6. Mój ulubiony film to... 
oj, dużo by wymieniać. Ale pierwszy na myśl przyszedł mi film 'Catch Me If You Can' (Złap mnie jesli potrafisz) 
z Tomem Hanksem i Leonardem Dicaprio. Chyba najbardziej go lubię za zaradność życiową głównego bohatera. :)


7. Jakie jest Twoje najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa? 
wczasy z rodzicami pachnące grzybami. dużo wtedy zbieraliśmy. 
Do dzisiaj uwielbiam grzyby... zbierać i jeść oczywiście :)

8. Czy wierzysz w przeznaczenie? 
hmmm... wierzę, że nic nie dzieje się bez powodu, a wszystkie nasze wybory kształtowane są przez okoliczności, ludzi i sytuacje w których akurat się znajdujemy. Ale to nasze wybory, i w dużej mierze sami decydujemy jak ma wyglądać nasze życie.


9. Wakacje aktywnie czy na leżaku? 
najlepiej pół na pół :) 


10. Co chciałabyś/-byś w sobie zmienić?
patrz pkt 5 :)


11. Jazda na rowerze czy bieganie? 
rower

To tyle. Nie oczekujcie jednak pytań ode mnie, bo wiem, że to taki mały złodziej czasu. ;) Spożytkujcie go lepiej na kolejną interesującą publikację. Z resztą i tak najwięcej dowiemy się o naszych ulubionych blogerach, śledząc uważnie ich wpisy i czytając między wierszami. 
Jeśli chcecie banerek Liebster Blog - częstujcie się. 
Przerwałam łańcuszek? Być może. Ale za to swoje wyróżnienia rozdałam. :)

Pozdrowionka!
Basia

piątek, 21 marca 2014

Witaj wiosno!

"Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
wiosna - znów nam ubyło lat..." 

eh, lat niestety nie, ale zdecydowanie ubyło wierzchniego ubrania. Dziś termometry na śląsku wskazują prawie 20C, wczoraj ok.17C i to jest dowód na to, że Pani wiosna już jest i rozgościła się na całego. Nie astronomiczna, nie kalendarzowa, tylko ta zielona, słoneczna i 'głośna' od śpiewających ptasiorków.
Wczoraj z moimi pisklętami wyruszyłam na spacer w poszukiwaniu oznak wiosny. Już nie pierwszych, (bo zima w tym roku wyjątkowo nas oszczędzała, więc te 'pierwsze' już dawno za nami), lecz tych drugich i następnych, i tych najpiękniejszych.
Dzięki tej wycieczce ja zyskałam parę fajnych fotek pt. wiosna 2014, mój salon kilka 'bogatych' gałązek mirabelki (których w mojej okolicy jest wyjątkowo dużo), a Pchełka otarte kolano, bo wywinęła orła za pierwszym zakrętem. 
Cóż - nie pierwszy, nie ostatni raz. :)

Tak teraz prezentuje się wiosna w moim domu


Po kilku wariantach aranżacji, finalnie całości dopełnił papier pakowy, który uwielbiam za jego kolor i prostotę. 

 A może by tak włożyć jeszcze ten wiosenny obrazek w ramę?  


hmmm... to ja jeszcze pobiegam z wazonem po domu, a Wy rzućcie okiem jak wygląda wiosna na (moim) osiedlu.



Uwierzycie, że wszystkie te zdjęcia zrobiłam wokół domu, na przeciętnym blokowisku? 
Jest moc! ...i wiosenny power. :)
Też to czujecie?



Basia


wtorek, 18 marca 2014

Żurek w chlebku


Dzisiaj krótki post o wnętrzach, a konkretnie o wnętrzu chlebka. :) Okazuje się, że takie śliczne garneczki ma w sprzedaży pobliska piekarenka i mój A. przyniósł je dziś rano, gdy wyskoczył po buły. Od razu przypomniały mi się stare, dobre czasy i kilka smacznych, rozgrzewających dań, pałaszowanych w góralskich chatach. Nie będzie przepisu na żur, bo nie posiadłam jeszcze receptury idealnej, za to wrzucę Wam kilka fotek naszego obiadu, co by Wam smaka narobić strasznego. 


Po szybkiej analizie, czy moja wiosenna dieta zniesie taką ilość białego pieczywa, pochłonęłam całą zawartość. Cudem zdążyłam ofocić ten jakże prosty a jednocześnie niecodziennie podany posiłek i wierzcie mi bądź nie, ale fajnie jest czasem zjeść w domu obiad po którym nie trzeba zmywać. :) 


Kapie Wam ślinka? :) 

Basia.