Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lawenda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lawenda. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 maja 2014

Lawendowe saszetki, taniec i ...wolność

Lubicie tańczyć?


Można by rzec, że taniec to sztuka, gdyż niewątpliwie jest jednym z wielu sposobów na wyrażanie własnych emocji, osobowości i ekspresji. I każdy z nas robi to w indywidualny, specyficzny dla siebie sposób. Jedni płyną z muzyką jak ryba z prądem, inni, jakby nie mogą jej dogonić. :) A co byście powiedzieli, gdybym nazwała taniec wolnością? 





Nie, nie szukam tu górnolotnych określeń dla przeciętnego tupania nóżką. Ale gdy potrafisz zamknąć oczy, idealnie wtopić się w dźwięki muzyki i całkowicie zatracić poczucie czasu i rzeczywistości, czyż nie stajesz się wtedy wolnym człowiekiem? Może na kilka taktów, może na jedną melodię, być może na całą noc... Nikt nie narzuca kroków, nic nie krępuje ruchów, wszystko wokół Ciebie przestaje mieć znaczenie. Czy nie tak właśnie wygląda wolność? 





W dzisiejszym poście udział wzięły transferowe baleriny, 
podkreślone flamastrem do tkanin, dla uwydatnienia idealnej sylwetki. :) 
Lekkie, delikatne, przesiąknięte lawendą aż do wnętrza. 
Niby zastygłe w bezruchu, a jednak roztańczone 
i ...wolne!

(dopóki oczywiście ktoś nie zamknie ich w szafie w wiadomym celu :)






Pozdrowienia ślę! 
Basia


środa, 26 marca 2014

Transfer, lawenda i nitka w kolorze cappuccino


Pisałam Wam ostatnio, że nosi mnie twórczo. A zaczęło się jak zwykle niewinnie - postanowiłam spróbować transferu. Już dawno mnie korciło, ale ze względu na 'zapachy' około produkcyjne musiałam poczekać, aż pogoda pozwoli na korzystanie z balkonu, nie odmrażając sobie przy tym paluszków.
Pierwsze próby nie były zbyt udane - blade i rozmyte, ale że przygotowałam sobie sporo obrazeczków, kolejnego dnia walczyłam do bólu, i są. Wyszły całkiem ładnie, więc żal było by ich nie wykorzystać w trochę wyższym celu, niż tylko zamknięcie w pudełku, na dowód swoich transferowych możliwości.
Dlatego z tego co miałam w domu uszyłam saszetki zapachowe, małe, proste, intensywnie pachnące suszoną lawendą, którą zamknęłam w środku. A oto efekt moich poczynań :)



Pomysł z saszetkami przyszedł mi do głowy z potrzeby chwili. Niebawem wybieram się do mojej psiapsiółki na nowe mieszkanko i pomyślałam, że dorzucę jej coś hand made. Mały gadżet do domu, aromatyczny, zrobiony z myślą o niej i o jej zupełnie nowych szafach. :)
Dlatego dwie pierwsze podpisałam imionami, bo są dedykowane do dzieciowych pokoi, a dwie pozostałe dla rodziców w troszkę bardziej romantycznej odsłonie. :)


Powiem Wam w tajemnicy, że tak mi się spodobała zabawa z transferem i efekt końcowy mojej pracy, że nie zamierzam na tym poprzestać. Już powstają kolejne pachnidełka, a w głowie rodzą się nowe pomysły. Pewnie na maszynie było by szybciej, ale nie posiadam. Na razie odurzona intensywnym zapachem lawendy, jadę z tym koksem ręcznie i mam z tego dużo frajdy. :)

Pozdrawiam Was ciepło w ten słoneczny poranek :)
Miłego dnia!

Basia