Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 czerwca 2015

lato - on/off




Czy ktoś widział lato? Według kalendarza podobno już jest, według mnie, albo ukrywa się nieśmiało, albo jest w konflikcie z panią chmurrą, która od kilku dni pokazuje swoje humory, skutecznie przysłaniając słońce.

Jak to jest, że zaraz po zerwaniu kartki z kalendarza, nasze oczekiwania wobec pogody znacznie się zmieniają? No bo przecież jak lato, to słonecznie musi być, i gorąco. 
Jak grudzień - to biało, no bo jak to tak święta bez śniegu? ...i ferie zimowe powinny być 'białe', a poza tym to już niekoniecznie, bo jednak śnieg w mieście to kłopot. 
Jeśli jesień, to koniecznie złota, polska, bo tej szaro-burej nie lubimy, deszczu tym bardziej.
Potem okazuje się, że to lato jednak zbyt upalne było, przez co męczące i leniwe. 
A zima zbyt mroźna i jednak rozczarowała brakiem białego puchu, przez co nawet nie wyciągnęliśmy nart. I wtedy właśnie każdy chciałby mieć pogodę na zawołanie. 
On / Off, i gotowe.

...ale nie ma tak dobrze. Natura rządzi się swoimi prawami i każdemu z osobna dobrze robić nie zamierza. Póki co, pozostaje nam przeglądać prognozy, wierząc w coraz lepszą 
sprawdzalność, i cieszyć się z tego co mamy. :)






Ale nic się nie martwcie Kochani, od środy upały. (podobno).
Tak więc przed nami zbyt szybko topniejące lody, 'zapaszki spod paszki' w komunikacji miejskiej, i skóra schodząca od nadmiaru słońca. :0

Yeah! Lato przybywaj!


Buziaki! :)


wtorek, 27 stycznia 2015

Co nas nie zabije, to nas wzmocni




...i znowu przyszło mi zmierzyć się z natarciem wirusów paskudnych. 
By nie śpiąc pół nocy, drugie pół śpiąc czuwając, tulić i kołysać, nucić melodię z reklamy, 
bo spokojna i akurat pierwsza mi do głowy przychodzi. By drżącą dłonią mierzyć temperaturę ciepłych główek i grubo po północy wybierać, z pękającej już w szwach apteczki, odpowiedni medykament. I w dzień ze wzruszeniem patrzeć jak moje małe noski, 
przyklejone do szyby, obserwują dzieciaki szalejące na górce pod blokiem, 
na pierwszym w tym roku białym puchu. 

...i pytacie mnie jak ja to robię, w sensie że dom, że praca, że blog... 
Już śpieszę by rozwiać wątpliwości.
Blog kuleje, w domu piętrzą się obowiązki, a ja osiągam coraz lepsze wyniki 
w eliminowaniu snu ze swojego dziennego zapotrzebowania. :)

A niech tam! 
Niech ta zima/nie-zima już sobie idzie i zabiera ze sobą wszystkie choróbska. 
Bo w moim domu już pachną hiacynty, i to mnie napawa optymizmem. 
A banerek motywujący już sobie zmalowałam. ;)




Jeszcze miesiąc temu za pomocą tej tabliczki wołałam o śnieg. 
O ironio! :) 

A jak Wam upływa styczeń? 
Mam nadzieję, że nie tak jak nam, pod opieką służby zdrowia.

Trzymajcie się!

B.


wtorek, 2 września 2014

Ziołowo - balkonowo



Korzystając z ostatnich ładnych słonecznych dni, uświadomiłam sobie, że nigdy nie opublikowałam balkonowych fotek, a raczej migawek. Mój balkon jest tak mały, że ciężko    o szersze kadry. Ale za to już najwyższy czas pochwalić się zielarskimi sukcesami. :)
Aby mieć je gdzie trzymać postawiłam pergolę, na niej zamieściłam wsporniczki, a na nich dziadkowe skrzynki po-narzędziowe i w rezultacie zyskałam kilka 'zielonych' poziomów na mym mikro balkonie. O moich pierwszych porażkach związanych z wysiewem ziół, mogliście przeczytać tutaj. Dzisiaj jestem szczęśliwą posiadaczką kilku aromatycznych gatunków, co bardzo mnie cieszy z uwagi na jesienne przetwory, a co najważniejsze, jestem żywym dowodem na to, że 'chcieć to móc'. 





Ale mydlić Wam oczu nie zamierzam, nie było łatwo. Już dzisiaj wiem, że w przyszłym roku odwiedzę ogrodnictwo i niektóre ziółka kupię w postaci sadzonek (a nie nasion), niektórych nie będę trzymać na balkonie (bo narażone są na zeżarcie przez bezczelne, spasione gąsienice), a z niektórych zrezygnuję całkiem (gdyż ani z nasion, ani z sadzonek nie jestem w stanie ich zachować :). Z powodzeniem za to wyhodowałam szałwię, lubczyk i koper, melisę, miętę pieprzową, oregano, rozmaryn, majeranek i tymianek. Możecie sobie wyobrazić ten mix zapachów przy lekkim wiaterku w ciepłe dni? Do tego mini-surfinie (oczywiście białe :) i promienie letniego słońca, i z tego mojego balkoniku zrobiło się całkiem przyjemne miejsce. 




Powoli ziółka wędrują już do kuchni, a balkon zmienia szatę na jesienną. 
Tym razem nie białą, lecz w kolorze. Jakim? ...o tym już wkrótce. 

Też macie wrażenie, że czas pędzi nieubłaganie, lato przemija zdecydowanie za szybko, 
a słońce jakby zaczyna nas unikać? Ehhh...
Oby jesień pokazała swoje najurokliwsze oblicze. :)

Pozdrowionka! 
Basia



wtorek, 13 maja 2014

"Siała baba..."

Wspominałam Wam już kiedyś, że nie mam ręki do roślinności wszelakiej? 
Na pewno! ... i wiecie co? Nie kłamałam.




Upewniłam się o tym, podejmując kolejną próbę uprawy ziół.  Uparłam się, by w tym roku po raz pierwszy zadbać o to, by w domowym 'ogródku', pojawiły się świeże zioła. Nie kupne, a własne. Jednak w moim przypadku nie jest to łatwe, bo ile zielonych kiełków już uśmierciłam, wiem tylko ja i Pan z ogrodnictwa, u którego dokupuję kolejne saszetki z nasionkami i doktoryzuję się z ich uprawy. Przy okazji dowiedziałam się, że nasiona mięty pieprzowej i estragonu, należy trzymać w lodówce na tydzień przed wysiewem, a lawendy, dwa tygodnie w zamrażalniku. Wiedzieliście o tym, czy tylko ja mam niedobory wiedzy w tym zakresie?? Tak czy siak, jak na razie nie daję za wygraną i wysiewam dalej. :)

Z przyczyn estetycznych, nie będę pokazywała Wam cmentarzyska po tymianku i majeranku, za to pochwalę się tymi gatunkami, które jak na razie zdecydowały się ze mną współpracować. :) 




Do zdjęć pozowała również cebulka, która sama postanowiła, że niebawem uprzyjemni nam niedzielną sałatkę, więc odrobinę jej w tym pomagam. A obok niej, ostra papryczka, która bez wygórowanych wymagań, wykiełkowała z każdego umieszczonego w ziemi nasionka i mknie w górę jak szalona. :) Aż miło patrzeć!




Przy okazji tematu... widzieliście te ogrodowe cudeńka w Biedronce? Jak już grzebać w ziemi to czymś ładnym. :) Ja oczywiście PrintSc zrobiłam, jednak podzielić się z Wami, a przede wszystkim zakupić, już nie zdążyłam. Ale to chyba znak z nieba, bo kiepskiemu ogrodnikowi, nawet fajne narzędzia nie pomogą. :P





Tym kolorowym akcentem Was pożegnam,

Trzymajcie się ciepło! 
Basia


niedziela, 16 marca 2014

Grzebanie w ziemi



Od razu sprostuję, że nie chodzi tu o próbę ukrycia zwłok pod osłoną nocy. :) Dzisiejszy tytuł posta mógłby brzmieć 'lubię prace w ogrodzie', ale nie mam ogrodu. Mam balkon, ale tak mały, że niewiele można na nim robić. Z resztą dzisiaj groziło by to urwaniem głowy lub przemoczeniem do suchej nitki. Mimo to, niedziela upłynęła mi pod tytułem 'grzebanie w ziemi'. :) Całe popołudnie spędziłam obcując z roślinnością moją domową, przesadzając, rozsadzając, siejąc i robiąc twórczy bałagan na środku kuchni. Ile frajdy miała z tego faktu moja Pchełka, to tylko ona wie. :) Pisałam Wam już kiedyś, że nie mam ręki do roślin, dlatego był to kolejny dzień 'terapii' i próby zrekompensowania moim roślinkom miesięcy zaniedbań. 
Przesadziłam wszystkie rośliny doniczkowe mieszkające pod moim dachem i troszeczkę je odżywiłam. Zebrałam też do kupy ostre papryczki, które wysiałam dwa tygodnie temu. Na dzień dzisiejszy stoją dumnie i jeszcze nie umarły z pragnienia, więc jest progres. :) 


Niedawno też wykiełkowały mi pierwsze ziółka i możecie mi wierzyć, że nie zamierzam na tym skończyć. Zgromadziłam pokaźną kolekcję przeróżnych nasionek i jeśli wyrośnie i przeżyje przy mnie przynajmniej połowa z nich, będziecie świadkami mojego prywatnego sukcesu :)


Trzymajcie mocno kciuki, aby w to lato, moją szklarnię wypełnił zapach świeżych ziół!


Pzdr! Basia

piątek, 28 lutego 2014

Rośnie mi zielone

Grubosz, nazywany przez wszystkich drzewkiem szczęścia to wyjątkowo odporna na moje zaniedbania roślina. Nie bez powodu się tak nazywa, bo niewątpliwie ma wielkie szczęście, że przetrwała w moim domu. :) Nie wymaga wielkiego zaangażowania i dzięki Bogu, bo susze i powodzie jakie funduję moim roślinom, wiele z nich już zabiło. Delikatne kwiaty nie mają przy mnie szans na przetrwanie. Nie mam ręki do roślin i nic na to nie poradzę, ale lubię je, więc nie brakuje ich w moim domu. Jednak zostały już tylko te, z bardzo silną wolą przetrwania, które przez lata nauczyły się żyć ze mną pod jednym dachem. 




 Jako że czasem mam przypływ czułości również do moich roślin, postanowiłam w godnych warunkach rozmnożyć moje 'szczęśliwe' drzewko. Maleńkie sadzonki znalezione w ziemi dostały swój kawałek ogródka i zdecydowanie więcej światła. Tak - znalezione, bo kto ma to drzewko wie, że samo świetnie sobie radzi z rozmnażaniem. Wystarczy, że listek upadnie na ziemię i przy dobrym położeniu, po niedługim czasie się ukorzenia. :) 



Jak przesadzę na wiosnę drzewko - matkę, to młode wrócą do korzeni, na razie regularnie dostarczam im wody i sumiennie DBAM. :) 
To takie postanowienie noworoczne, że zacznę dbać o moje rośliny, więc zobaczymy. 
Mało tego, w ramach akcji 'wiem co jem', zamierzam na wiosnę wysiać ulubione zioła na potrzeby swojej rodziny. Co z tego wyjdzie - nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak na razie nasionka wszelakie zakupiłam i z pewnością podzielę się z Wami etapami prac.




A tutaj jeszcze jedno małe zielone, które całkiem szybko mi rośnie - moje młodsze dziecię.
...i fota z cyklu: 'matka, daj już spokój z tymi zdjęciami' :)




Pozdrawiam Was zielono,
Basia