Z moją kuchnią jest tak:
Niby miejsce dla nas nowe, bo przeprowadziliśmy się niespełna półtora roku temu,
jednak cała zawartość starej kuchni przeprowadziła się razem z nami.
Wówczas ze względu na czas, a przede wszystkim na ograniczony budżet, z bólem serca musiałam porzucić urządzanie całkiem nowej, wymarzonej rodzinnej kuchni, na korzyść innych pomieszczeń, które wymagały nakładu finansowego i natychmiastowej interwencji. Dlatego tak niechętnie, a właściwie wcale, nie dzielę się z Wami jej kątami.
Jak to mówią - 'nie ma się czym chwalić'. :)
Po nowym roku planuję mały lifting mojej kuchni, więc może wtedy
będzie godna by zaistnieć w sieci. :P
Dzisiaj pokażę Wam jeden jej kącik.
Kącik, który jako jedyny jest widoczny z pozostałej części mieszkania.
Trzymam tam owoce, wszystkie zioła, które przywędrowały na jesień z balkonu i inne 'przydasie' niezbędne do aromatycznych obiadków i jesiennych przetworów.
A przetwory, które tak wdzięcznie pozowały do zdjęć,
już zamieszkały w mojej małej mieszkaniowej spiżarni.
Tak, tak! Mój mąż został ostatnio bohaterem w swoim domu i wreszcie doczekałam się niewielkiego, ale jakże potrzebnego miejsca na nasze zimowe zapasy.
Teraz muszę tylko stanąć na wysokości zadania i sukcesywnie zapełniać półki. :)
Udanego weekendu Wam życzę!
(zwłaszcza, że dłuższy niż zwykle :)
Basia




